Odwszawiacja oszukisty, czyli ty też jesteś okej!
- Wysłane przez Agnieszka Gniewek
- Data 9 stycznia 2026
- Komentarze 0 komentarz
W książce, którą ktoś zatytułował To nie fair, coś musi być nie fair, prawda? No to najpierw ponarzekam.
Otóż – do czytania tej książki potrzebne jest dziecko. Bez dziecka nie działa. Wiesz, każde urządzenie elektryczne działa o wiele lepiej, jeśli przed włączeniem włożysz wtyczkę do kontaktu. Tu to samo. Zaczynasz czytać, no jakiś pomysł jest, spoko, ale w sumie kogo obchodzi, że mama szykuje śniadanie z zegarkiem w ręku, tata wymyśla zasady, a nauczycielka historii dudni basem, przepytując z feudalizmu? W dodatku jakieś dziwne przezwiska zamiast imion: Wnerwiusz, Nieferka, Zasadeusz, Cierpliwka… Łoo matko i córko! Ale, myślisz sobie, dla dziewięciolatka się nada, chociaż wydawca twierdzi, że to skrojone na wiek 11+. No to bierzesz dziecko sztuk jeden (bo tyle masz na stanie). Tego dziewięciolatka, znaczy, bierzesz.
I dzieje się magia.
Czytasz na głos, a to zobowiązuje.
Akcentujesz co ciekawsze kwestie (więc je zauważasz), starasz się oddać charakter postaci (przez co jakby ożywają), uwypuklasz żarty językowe (niektóre musisz wytłumaczyć dziecku i mimochodem doceniasz, jak są błyskotliwe) i w ogóle wchodzisz w skórę narratora, bo to narracja pierwszoosobowa. W wykonaniu jedenastoletniego Wnerwiusza, co według jego siedmioletniej siostry Nieferki jest oczywiście nie fair, bo to przecież ona powinna grać pierwsze skrzypce!
Jak się dobrze rozkręcisz, a w dodatku nie tak dawno słuchałaś Masła przygodowego Barbary Stenki w czytaniu Joanny Kołaczkowskiej (tak, TEJ Kołaczkowskiej), to pomyślisz sobie, że to trochę podobne, i w ogóle możesz się poczuć trochę jak owa Kołaczkowska… No, wiadomo, znaj proporcją, mocium panie, ale mimowolnie naśladujesz jej interpretację. A narzuca Ci się to, bo w obu książkach masz dziecięcego narratora, który z humorem i czułością opowiada o codziennych perypetiach swoich i swojej rodziny. I choć nie ma smoków, czarów, dalekich wypraw, a zamiast walk Transformersów jest obowiązkowa walka z wszami, czyli odwszawiacja – to przecież tak wciąga!
W każdym razie wchodzisz w skórę narratora i zaczynasz widzieć to, co opisuje, jego oczami.
Przypominasz sobie, jak irytujący z takiej perspektywy potrafią być rodzice, i uśmiechasz się do siebie, bo jako rodzic czasem właśnie tak się zachowujesz. Albo jak bolesna jest utrata przyjaciela, kiedy dorosłe doświadczenie nie podpowiada, że w tym wieku przyjaźnie często trwają krótko, za to szybko zastępują je kolejne.
Oczywiście nie cała magia to zasługa Twojego zaangażowanego czytania. Czymże by ono było, gdyby nie te wszystkie: „Hi hi, ty też tak masz, mamo!”, „O, to tak jak u mnie!”, „Ach, ten dziadek!” i „Przeczytaj jeszcze raz o tych wszach, to było śmieszne!”? Puchem marnym li i jedynie by było!
Tak, Twoje dziecko żywiołowo reaguje na Wnerwiusza (który wszystkich wnerwia swoim spokojem), Nieferkę (dla której co rusz coś jest nie fair), Cierpliwkę (mamę, która zawsze wszystko ogarnia), Zasadeusza (tatę, który wymyśla zasady, by ich nie przestrzegać) i Poradeusza (dziadka, który udziela całkowicie niepotrzebnych porad). Dwóch ostatnich panów dziecko co prawda myli, bo konsekwencja w nadawaniu przezwisk (ta sama końcówka w obu żeńskich i ta sama końcówka we wszystkich męskich) nieco utrudnia słuchowe zapamiętanie, kto jest kto, więc czasem musisz co nieco dojaśnić. Niemniej same postacie są tak barwne, o tak różnych, wyraziście nakreślonych charakterach, że śledzenie kolejnych dziwnostek w ich wykonaniu to ciągłe balansowanie między zaskoczeniem a spodziewaniem: „no tak, dziadek jak to dziadek!”. Słowem – pyszna zabawa!
Właśnie, dziwnostek tu sporo, bo rodzina Wnerwiusza jest rodziną dość neuroróżnorodną.
Nie znajdziesz tu nazwy żadnego zaburzenia czy neuroodmienności, ale to i owo możesz wywnioskować. Czytasz na przykład taką refleksję Wnerwiusza:
W szkole złościli się na mnie za brak zaangażowania. ZAANGAŻOWANIE – słowo roku. Nie podnosiłem ręki i nie zgłaszałem się do odpowiedzi, chociaż zapytany udzielałem rzeczowych informacji, no więc dlaczego nie dzieliłem się swoim wnętrzem? Dodatkowo nie wyrywałem się do pomagania kolegom, nie uczestniczyłem we wspólnotach i grupach, nie byłem aktywny i towarzyski. Coś wam zaświtało? Mama wytłumaczyła mi, że to typowe dla introwertyków i wszystko ze mną w porządku. Lubiłem ludzi, ale w małych dawkach. Czasem męczyłem się, gdy ktoś mówił za dużo, szczególnie gdy w moim odczuciu podawał niepotrzebne informacje. (s. 7-8)
Albo:
Mój stosunek do jedzenia to osobna historia. Kolory, konsystencje i zapachy odrzucały mnie. Szczególnie warzywa. Zasadeusz wymyślał różne metody: marchewka w kształcie dinozaura, kalafior w panierce jak kurczak, kanapka z ogórkami w kształcie Elmo… Niestety, atrakcyjne opakowanie nie mogło zmienić faktu, że warzywa śmierdziały. Wzruszała mnie aktywność taty w poszukiwaniu metod na zmianę preferencji wybrednego syna i jednocześnie byłem wdzięczny, że mama cierpliwie znosi moje dziwactwa. (s.15)
Czytasz i też się trochę wzruszasz.
Bo widzisz dzieciaka, który zmaga się z różnymi trudnościami, z byciem nieco innym, być może w spektrum autyzmu, ale w domu dostaje wsparcie i zrozumienie. Widzisz też rodziców, którym to nie zawsze łatwo przychodzi, domyślasz się ich obaw („Moje dziecko nie je warzyw! Będzie miało niedobory! Muszę koniecznie coś zrobić, żeby zjadło!”), a mimo to prędzej czy później zdobywają się na postawę akceptacji tego dziecka takim, jakie jest. Dlatego wiesz, że będzie dobrze. Nawet jeśli nie zawsze Wnerwiusz na takie zrozumienie może liczyć – czasem to naprawdę niełatwe zauważyć na przykład jego sensoryczną wrażliwość, odmienną niż u rówieśników. Jak chociażby w takiej szkolnej scence:
Ku mojemu zdziwieniu wychowawczyni położyła swoją ciepłą i nieco lepiącą się dłoń na moim ramieniu i spytała:
– A ty nie chcesz zobaczyć śniegu?
Nie mogłem skupić się na pytaniu, bo irytowały mnie jej spocone palce, chciałem je strącić, podczas gdy ona pochylała się i wlepiała we mnie gały, czekając na odpowiedź. Zaciąłem się, zawiesiłem, sparaliżował mnie niechciany dotyk, ale ona kompletnie tego nie łapała i tylko z irytacją marszczyła czoło, że jej nie odpowiadam. W końcu odeszła, kręcąc głową, i stanęła radośnie za tłumem poturbowanych dzieciaków. Serio? Sugerowała, że powinienem pchać się razem z resztą? Nie rozumiałem dorosłych. (s.19-20)
Jednak nie tylko Wnerwiusz wykazuje się tu neuroatypowością. Widzisz przecież Nieferkę, której „nikt by nie przegadał”, której reakcje emocjonalne bywają gwałtowne jak burza i równie nagłe, bezpieczniej więc jej nie wnerwiać, no i wiecznie przekręca słowa (brat jest oszukistą, to rozumiesz od razu, ale czym są pażury? Ha! Powiem tylko, że nie pazurami, resztę musisz sobie doczytać). Cała Nieferka pachnie ADHD.
Do tego dziadek.
Dziadek, który zbiera na spacerach różne śmieci do reklamówek, bo na pewno się przydadzą, ma sztywną rutynę dnia i nie zaprzestaje gimnastyki o piątej rano nawet po zamieszkaniu w pokoju Wnerwiusza. Do wnuka zaś mówi wprost: Kiedyś byłem zupełnie taki jak ty. (s. 83) Coś Ci świta?
Właśnie. Dziadek. Wspaniale nakreślona postać i w zasadzie oś fabuły. Z powodu remontu w swoim mieszkaniu przeprowadza się tymczasowo do syna, czyli Zasadeusza. A że jedyne miejsce, gdzie można go zakwaterować, to pokój Wnerwiusza… No, czujesz już ten dramat? Choć może i uda się znaleźć dla dziadka jakieś sensowne zastosowanie, poza wprowadzaniem własnych porządków i naruszaniem przestrzeni tam, gdzie broni się jej jak niepodległości?
Taką to Nina Bylicka-Karczewska stworzyła neuroróżnorodną, barwną rodzinę. Opisała ją błyskotliwym, chwilami ciętym językiem bystrego dzieciaka, mocno zarysowując jego wyjątkową perspektywę i refleksyjność. A także to, co w gruncie rzeczy najważniejsze: potrzebę bycia akceptowanym takim, jakim się jest. Ze swoim sposobem nawiązywania przyjaźni, wcale nie gorszym niż inne, z wrażliwością, z dziwnostkami, z własnym tempem, ale też z trudnością w dostosowaniu się do innych, również „stukniętych”, tylko inaczej. Tak właśnie Wnerwiusz, z czułością, mówi o swojej rodzinie. I o sobie też: Nie ukrywam, że takie freaki jak ja tak właśnie tworzyły przyjaźnie, czekając, aż ktoś fajny ich wyłowi. (s. 191)
Aż się prosi, by wykorzystać Wnerwiusza do rozmowy z dzieckiem o jego własnej neuroatypowości, jeśli takie właśnie dziecko masz na stanie – bez etykietek, bez nazw (choć też bywają potrzebne i znajdziesz je w innych książkach), za to z mnóstwem przykładów na to, jak można odczuwać świat, różnić się od innych i wciąż być okej.
I tak to czytasz dziecku, wymieniacie porozumiewawcze spojrzenia, tu czy tam coś wyjaśniasz, tu czy tam zagajasz rozmowę, bo temat bliski i ważny, a właśnie trafił się pretekst. I w ogóle widzisz, że właściwie co kawałek, to byłoby przy czym się zatrzymać, pogadać. Mnóstwo tego! O przyjaźni, o nawiązywaniu relacji, o stracie, o początku dojrzewania, o sygnalizowaniu własnych granic innym… Ale przecież nie będziesz co chwilę przerywać lektury, żeby uprawiać smrodek dydaktyczny!
Na szczęście, kiedy następuje wieczór po skończeniu To nie fair, a Ty pytasz dziecko: „To co czytamy? Narnię?”, ono odpowiada: „Wnerwiusza od nowa!”. A po zastanowieniu dopytuje:
– „Mamo, a ty znasz tę panią? Tę…
– Która napisała Wnerwiusza? Ninę. Znam.
– To powiedz jej, żeby napisała jeszcze jeden tom. A najlepiej dwa!”
Agnieszka Gniewek
To nie fair to debiut Niny Bylickiej-Karczewskiej w literaturze dla młodszych czytelników.
Opis wydawcy:
Wnerwiusz umie zachować spokój w każdej sytuacji. I właśnie tym spokojem potrafi doprowadzić innych do szału. Najbardziej swoją siostrę Nieferkę, która każdego dnia znajdzie coś, co wydaje jej się nie fair.
A przecież w tej rodzinie każdy ma swoje dziwactwa: mama Cierpliwka żyje według planu, dopóki coś nie wywróci go do góry nogami, a tata Zasadeusz wymyśla zasady, których sam nie przestrzega.
Gdy Wnerwiusz zaczyna mieć kłopoty w piątej klasie, a najlepszy przyjaciel wybiera towarzystwo dziewczyny, jego świat staje na głowie. A to dopiero początek – do jego pokoju wprowadza się dziadek Poradeusz ze swoimi nawykami, poradami i stertą rzeczy.
To nie fair to pełna humoru i czułości powieść o rodzinie, w której każdy jest wyjątkowy. Głównym bohaterem jest chłopiec, który widzi świat inaczej i ukazuje swoją postawą, że bycie sobą to prawdziwa moc.
Powieść można kupić na stronie wydawcy (Siedmioróg), Empiku, Legimi i innych księgarniach internetowych.
Od lat pracuje z dziećmi – najpierw jako logopeda, teraz także jako psycholog szkolny. Prywatnie jest mamą żywiołowego drugoklasisty. Dawno temu, jako nastolatka, pisała i marzyła o karierze pisarskiej. Potem jednak porzuciła to „głupie marzenie”, ale ono uparcie nie chciało umrzeć, aż wreszcie zmartwychwstało na dobre i wcisnęło się na trzeciego między gotowanie a wieczne „Mamo, chodź!”, a później jeszcze pracę zawodową. Przez nie zadebiutowała opowiadaniem „Ptaki ognistych skrzydeł” w „Magazynie Biały Kruk”. Obecnie, w świetnym Blokowopisarskim towarzystwie, pracuje nad powieścią z gatunku low fantasy.
Może Ci się spodobać
Szczegółowe planowanie powieści
Dla kogo jest pisanie z planem scen? Moim zdaniem dla wszystkich. Dlaczego? Jeśli kochasz pisać, prawdopodobnie kiedyś zamienisz „piszę dla siebie” na „marzę o wydaniu”. Kiedy poznasz rynek wydawniczy, przekonasz …
Już 20 maja premiera powieści Marii Weroniki Józefackiej pt. Odbicie przeszłości, pierwszej części cyklu Cienie prawdy. Powieść powstawała podczas naszych konsultacji Powieściopisarz. Zapraszamy do zapoznania się z przedpremierową recenzją! Niektóre …
Fragment powieści „Odbicie przeszłości”
Już 20 maja premiera powieści Marii Weroniki Józefackiej pt. Odbicie przeszłości, pierwszej części cyklu Cienie prawdy. Powieść powstawała podczas naszych konsultacji Powieściopisarz. Maria pracowała w grupie Bestil razem z Elżbietą …
