Plecy

Studia czy kursy? Kręte drogi do kariery pisarza

„Z wykształcenia jestem pisarzem/pisarką” – czy nie brzmi to dumnie? W ostatnich latach coraz więcej uczelni wyższych oferuje programy studiów o wdzięcznych nazwach, takich jak: twórcze pisanie, kreatywne pisanie, sztuka pisania i tym podobne. W Warszawie, Łodzi czy Wrocławiu dostaniemy się na licencjat, Kraków i Poznań oferują tylko studia magisterskie, a w Katowicach można zapisać się zarówno na studia pierwszego, jak i drugiego stopnia. Ciekawość rośnie, ale pozostaje pytanie: czy warto inwestować w taki kierunek swój czas? To zależy. 😉

Moja historia

Moja historia zaczyna się typowo. Jestem w klasie maturalnej, więc ze wszystkich stron otaczają mnie uśmiechnięte twarze osób, których największym pragnieniem jest dowiedzieć się, gdzie i co zamierzam studiować. Przez długi czas nie wiem, ale potem pojawia się jeden jedyny kierunek, który sprawia, że serce bije mi mocniej. To twórcze pisanie na Uniwersytecie Łódzkim.

Wiecie, jak dużo przeciętny maturzysta wie na temat studiów?

Tyle, że koniecznie powinien na nie iść, inaczej zmarnuje sobie życie. Reszta pozostaje w sferze domysłów. Dlatego kiedy rejestrowałam się w systemie, sprawdzałam wyniki, a potem robiłam zakupy do akademika, tak naprawdę nie miałam pojęcia, w co się pakuję. Miałam za to mnóstwo pięknych wyobrażeń. Moje ulubione: będę dużo pisać. Rzeczywistość prędko zweryfikowała oczekiwania.

Zaskoczenie czy oczywistość?

Co zaskoczyło mnie najbardziej, a co pewnie dla większości z Was jest już oczywiste – studia to głównie nauka, nie praktyka. Później usłyszałam, że moje zdziwienie tym faktem jest przezabawne. Cóż, przypominam, byłam tylko maturzystką, a tym nikt nie tłumaczy, co będzie się działo przez kolejne lata poza zapewnieniem, że oto zaczyna się dla nich „najlepszy okres w życiu”.

Pierwszy semestr

Przychodzi pierwszy semestr, a wraz z nim przedmioty o intrygujących nazwach, np. „kreacja bohatera”, „kreacja świata przedstawionego”, „fakt i fikcja”, „podstawowe problemy filozofii” i wiele innych. Większość sprowadza się do tego, że cały październik i tak głównie szukamy odpowiedzi na pytanie: „czym jest sztuka?”. Do dziś nie wiem.

Teoria

Okazuje się, że studia to teoria, teoria i jeszcze raz teoria. Czytamy Jonathana Cullera, Umberto Eco, Gadamera i wielu innych. Czy ze zrozumieniem? W moim przypadku jego zalążki przyszły gdzieś pod koniec trzeciego semestru. Dowiadujemy się, czym jest, a czym nie jest świat przedstawiony; że osiołki w literaturze wcale nie są tak niewinne, jak na to wskazują ich piękne oczy; poznajemy trudne słowa, takie jak „imponderabilia” czy „amikoszoneria”; uczymy się, jak wyjustować tekst w Wordzie.

Jednak piszemy

Mimo wszystko kłamstwem byłoby stwierdzenie, że w ogóle nie piszemy. Na kilku przedmiotach raz na jakiś czas trafi się krótkie zadanie w stylu: „Napisz tekst z fokalizacją zwierzęcą” albo „Eksperyment z monologiem wewnętrznym”. W zależności od semestru praktyki jest mniej lub więcej. Dostajemy też jako taki feedback: teksty są wyświetlane na ekranie, koledzy mają szansę podzielić się opinią, a prowadzący stwierdza, czy nasze opowiadanie wpisało się w temat zadania.

Czego uczą studia?

Jeśli chodzi o pisanie, jestem zdania, że takie studia nie uczą warsztatu, a jedynie zmuszają do wykorzystania potencjału, którym już dysponujemy. Oczywiście studenci przez te miesiące i lata robią progres, ale wynika on głównie z faktu pisania, czyli samodzielnego trenowania umiejętności. Rzadko zdarza się otrzymać od prowadzącego merytoryczną wskazówkę dotyczącą czegoś innego niż błędy językowe.

Oczekiwania wykładowców

I jeszcze jedna ważna rzecz. Wykładowcy na uczelniach wyższych, a przynajmniej na mojej, życzyliby sobie, aby absolwenci pisali książki, które zdobędą nominacje do nagrody Nike, Paszportu „Polityki” i innych tego typu nagród. Słowem, chodzi o tak zwaną literaturę wysoką. Możesz pisać świetne romanse czy fantastykę, ale prawdopodobnie nie zostanie to szczególnie ciepło przyjęte. Brakuje tu specjalistów od literatury gatunkowej, którzy mogliby inspirować studentów do stawania się lepszym w tej właśnie dziedzinie.

Wnioski młodej pisarki

Jako młoda pisarka, wprawdzie przed debiutem, za to z czterema napisanymi książkami na koncie, rzeczywistością studencką bardzo się rozczarowałam. Przyszłam, by nauczyć się, jak pisać lepsze powieści. Zetknęłam się z gronem literaturoznawców, którzy choć mają za sobą lata wykształcenia, pasję do tego, czym się zajmują, i ogrom specjalistycznej wiedzy, niestety nie rozumieją mojego zamiłowania do zagłębiania się w długie, wymyślone historie, często nie z tego świata. Jeśli chodzi o towarzyszy niedoli, to znaczy koleżanki i kolegów z kierunku, tu również zaskoczyło mnie, jak rozbieżne są nasze zainteresowania. Zaledwie kilka osób podzielało moją powieściopisarską pasję, resztę zadowalało recenzowanie książek, czytanie klasyków, czy też motywowało marzenie o karierze naukowej w dziedzinie humanistyki.

Konsultacje pisarskie

Tak się jednak składa, że niedługo po rozpoczęciu studiów dowiedziałam się o cyklu konsultacji „Powieściopisarz” organizowanych przez Blok Pisarski. A że miałam rozgrzebaną książkę i deficyt motywacji do jej dokończenia, postanowiłam wysłać zgłoszenie. Na moje szczęście Basia Sęk przyjęła mnie do grupy z otwartymi ramionami. I tak zaczęła się przygoda, która trwa już półtora roku, a toczy się równolegle z moimi studiami.

Cykl konsultacji grupowych

Cykl konsultacji grupowych to miesiące wytężonej, ale i bardzo efektywnej pracy. Najwięcej nauczyłam się podczas pierwszego półrocza współpracy z Blokiem Pisarskim, kiedy to kończyłam pisać moją powieść. Te kilka spotkań wypełnionych rozmową, konstruktywną krytyką i poradami dało mi pod kątem pisarskiego rozwoju więcej niż dwa lata studiów i więcej, niż sama byłabym w stanie się nauczyć przez taki okres czasu. Bo czasem po prostu potrzeba zewnętrznej perspektywy. Kogoś, kto spojrzy na nasze dzieło jednocześnie życzliwym i krytycznym okiem i doradzi, co zrobić, by tekst stał się lepszy. Właśnie takie osoby spotkacie w grupach cyklu „Powieściopisarz”.

Konkrety

Przejdźmy do konkretów. Oto kilka rzeczy, których dowiedziałam się dzięki konsultacjom:

  • Jak pisać, aby tekst był bardziej płynny. Których słów unikać, a które stosować częściej.
  • Jak wykreować bohatera, który wywoła w czytelnikach emocje, a jednocześnie popchnie akcję do przodu. To była dla mnie szczególnie ważna, choć niełatwa do przyswojenia, lekcja. Czasem suche wskazówki bywają trudne do zastosowania, tu dodatkowo otrzymałam mnóstwo propozycji ćwiczeń, dzięki którym lepiej zrozumiałam swoje postacie.
  • Poznałam rynek wydawniczy od podszewki i dowiedziałam się, jakie aspekty powieści są istotne z punktu widzenia m.in. redaktora inicjującego, który zdecyduje, czy nasze dzieło nadaje się do wydania. A przede wszystkim poznałam osoby, które śmiało mogę pytać o nurtujące mnie kwestie w tym temacie, a które mają na tyle dużą wiedzę, że nigdy nie zostawiają mnie bez odpowiedzi.
  • Dodatkowo zyskałam motywację do regularnego pisania, w końcu grupa osób co miesiąc czekała na kolejne rozdziały mojej powieści. A kiedy już w większych lub mniejszych trudach stworzyłam kawałek tekstu, miałam przyjemność cieszyć się tym, co napisały moje koleżanki. Komentowanie ich prac nauczyło mnie równie wiele, co przyjmowanie uwag do swojej historii, pomogło mi także zauważać pewne wzorce w tekstach i formułować konstruktywną krytykę.

Co to oznacza?

Tego, czego chciałam nauczyć się na studiach, nauczyłam się podczas konsultacji. W stosunkowo krótkim czasie podniosłam jakość swojego warsztatu, znalazłam motywację do dalszego tworzenia, poznałam osoby, które podzielają moją pasję i angażują się w nią w równym stopniu co ja.

Podsumowanie

Nie znaczy to, że studia z twórczego pisania są bez sensu i wszystkim je odradzam. Byłoby to zresztą hipokryzją z mojej strony, w końcu wciąż na nich jestem. Początkowo okazały się wielkim rozczarowaniem i potrzebowałam kilku semestrów, by spojrzeć na nie życzliwiej. Przyniosły mi jednak trochę ciekawostek, taką jak ta, że „wiersz jest refrenem duszy”, raz na jakiś czas dzięki poruszanym tematom w mojej głowie rodzą się nowe pomysły, które w przyszłości być może zamienię w powieści. W końcu, jak mądrze powiedziała mi pewnego dnia Basia Sęk: “żeby pisać, trzeba żyć”. Myślę, że dla mnie studia bardziej niż nauką, są właśnie życiem.

Komu polecam studia?

Twórcze pisanie polecam osobom, które są ciekawe teorii kryjącej się za procesem pisania czy postacią autora. Jeśli dyskurs akademicki nie jest Wam obcy, zapewne czeka na Was sporo interesującej wiedzy. Odnajdą się tu również miłośnicy literaturoznawstwa, ponieważ takie studia to także sporo czytania, głównie lektur z kanonu literatury światowej. Nie zabraknie miejsca dla poetów, dramaturgów czy krytyków. Jak widać, jest to kierunek dość szeroki.

Dla kogo kursy?

Jeśli jednak interesuje Was przede wszystkim pisanie powieści i to w prozie gatunkowej, dużo bardziej polecam zainteresować się warsztatami pisarskimi i kursami kreatywnego pisania, choćby tymi organizowanymi przez Blok Pisarski. Pozwoli Wam to skupić się na konkretnym projekcie i w jego ramach doskonalić swoje umiejętności. Jedną z opcji są właśnie konsultacje powieściopisarskie, takie jak te, w których sama uczestniczyłam. Jeszcze przez jakiś czas możecie wziąć udział w rekrutacji. 😉

Słuchajcie siebie

Nieważne, czy stoicie przed wyborem studiów, czy zastanawiacie się, który kurs pisarski wybrać, a może rozważacie połączenie tych dwóch ścieżek – słuchajcie siebie. Bo to Wy wiecie najlepiej, jakie są Wasze cele i jakich narzędzi potrzeba, by do nich dotrzeć. A uczyć się można na wiele sposobów. A skoro przy tym jesteśmy…

Konsultacje dla młodzieży

Jeśli masz między 14 a 18 lat i chcesz się przekonać, jak wyglądają konsultacje pisarskie, zapraszam do wzięcia udziału w moim programie, jaki zrealizuję w Bloku Pisarskim w ramach… praktyk studenckich. 🙂

Wyślij E-mail na adres: kursy@blokpisarski.pl.

Pierwsze cztery osoby, które to uczynią, wezmą udział w konsultacji, podczas której udzielę Ci cennych wskazówek do Twojego tekstu po jego wcześniejszej lekturze.

 

Serdecznie zapraszam!

Absolwentka konsultacji powieściopisarskich Bloku Pisarskiego.
Pisarka przed debiutem, studentka drugiego roku twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim.
Wychowawczyni na letnich obozach literackich oraz Moondrive Camp. Laureatka trzeciego miejsca w konkursie na powieść młodzieżową OMKL „Nowa epoka”. Jej niezmiennie ulubione powieści to: Gra Anioła Carlosa Ruiza Zafona, Martin Eden Jacka Londona i Wojny Świata Wynurzonego Licii Troisi. Poza literaturą interesuje się muzyką rockową XX wieku. Od lat aktywnie prowadzi na Instagramie profil o tematyce książkowo-pisarskiej.

Komentarze (5)

Fotograf · 10 sierpnia 2024

Świetny artykuł. W czasie poszukiwania w internecie informacji trafiłam na ten artykuł. Wielu autorom wydaje się, że mają rzetelną wiedzę na opisywany temat, ale niestety tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Chcę wyrazić uznanie za Twoje działania. Zdecydowanie będę polecał to miejsce i częściej wpadał, żeby przejrzeć nowe rzeczy.

Bartek · 6 marca 2026

troche dziwne ze studia pisania to głównie nauka a nie praktyka ale pewnie tak jest wszedzie czasem fajnie cos od siebie pisac a nie tylko teoretycznie dobra ta historia ciekawa jak to u innych wychodzi

Ewa Głowacka · 24 kwietnia 2026

Być może na innych uczelniach będzie to wyglądać trochę inaczej. Wiele zależy również od nastawienia wykładowców. U nas niestety brakowało pisarzy „z krwi i kości”, w większości zajęcia prowadzili literaturoznawcy, którzy sami raczej nie zajmują się twórczością inną niż naukowa.

Joanna · 22 marca 2026

troche zaskoczyla mnie ta historia, bo myslalem ze na studiach pisanie to bedzie bardziej praktyczne a tu ze nauka głównie… no i szkoda ze nie od razu mowią jak jest

Ewa Głowacka · 24 kwietnia 2026

Dlatego może moja historia trochę przybliży, jak to wygląda w praktyce, i może komuś będzie łatwiej zdecydować, czy takie studia rzeczywiście są tym, czego potrzebuje, a może jednak lepszym rozwiązaniem będzie kurs pisarski.

Chcesz podzielić się przemyśleniami o tym wpisie? Napisz do nas albo na kursy@blokpisarski.pl.